Wszystko (plany) rozpada się

Króliczek złowił złotą rybkę. Na pytanie o trzy życzenia poprosił tylko o jedno: niech rybka spełni trzy pierwsze życzenia niedźwiedzia, te które wypowie tuż po wybudzeniu się z zimowego snu. Rybka stwierdziła, że to piękny gest i przystała na to.

Kilka tygodni później niedźwiedź budzi się, drapie po futrze i idąc w stronę wyjścia jaskini mówi: "Sto chujów w dupę i kotwica w plecy, byleby była ładna pogoda".

A zatem... Pogoda w Paryżu była ładna.

Miałem pójść do Shakespeare and Company, legendarnej paryskiej księgarni i robić coś, co nazywa się "Tumbleweed". Zmarły już właściciel tejże księgarni też kiedyś był żulem, którego nosiło po świecie i gdy się dorobił postanowił pomóc podobnym sobie. W Shakespeare and company podróżnik może mieszkać w zamian za zostawienie jednostronicowej autobiografii i pomoc przy pracy. To właśnie nazywa się być "tumbleweed".

Romantyczna idea, przyznacie.

Księgarnia odmawia wcześniejszych rezerwacji i informacji odnośnie dostępności, a zatem przyjeżdżasz, licząc na szczęście.

Liczyłem na nie, nie ukrywam, ale na wszelki wypadek pogadałem z Paryżanką, którą poznałem w RPA - zaoferowała, rezerwowo, swoją kanapę.

A zatem pierwszego wieczoru przybywam do miasta, wysiadam z autobusu i jadę do Shake'a. Shakespeare and Company jest położone tak pięknie, jak tylko potraficie sobie wyobrazić - tuż nad rzeką, za którą - nie dalej niż 150 m - stoi katedra Notre Damme.

No i tu już nie było możliwości, żebym nie dostał estetyczno-intelektualnego orgazmu, bo tak się składa, że bardzo lubię Victora Hugo, w tym jego książkę Katedra Marii Panny w Paryżu. Jej wypaczoną wersję znamy lepiej dzięki kreskówce "Dzwonnik z Notre Damme". Książkę polecam, bo w odróżnieniu od wersji kinowych jest absolutnie nie czarno-biała i jest tak naprawdę tragedią o walce człowieka z własnymi namiętnościami.

Notabene, Hugo został zainspirowany do napisania powieści, gdy odnalazł greckie słowo "Przeznaczenie" na ścianie Katedry.

Przyznacie, stając przed księgarnią miałem prawo myśleć, że to przeznaczenie.

Tylko że nie bardzo w nie wierzę. I chyba słusznie.

Menadżerka lokalu nie była obecna, kazano mi więc przyjść dzień później, zaznaczając, że akurat teraz chyba nie ma wolnych miejsc. Uffff, na szczęście miałem rezerwę, prawda?

Znajoma od kanapy napisała, że jest chora i wolałaby mi nie oferować noclegu. Był wieczór, więc musiałem nocować w hostelu.

Na pocieszenie wziąłem w barze piwo, po czym okazało się, że kosztuje 7 euro, więc umarłem w środku.

A następnego ranka w Shakespeare and Company powiedzieli mi, że najbliższe wolne miejsca będą dopiero w połowie marca. Może.

Z kasą nie stałem dobrze, nocleg w hostelu trudno znaleźć poniżej 20 euro a za mniej niż 10 euro nie kupi się tu nawet zestawu w McDonaldzie.

I tu już zacząłem się zastanawiać: w sumie, jakim idiotą trzeba być, żeby z romantycznym pomysłem biletu w jedną stronę i bez przygotowania pchać się do jednego z najdroższych europejskich miast.

3 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com