Trochę Jezusa, trochę kokainy

Dziś delikatnie. Aparat w naprawie i istnieje szansa, ze koszty przekroczą mój budżet. A to martwi. Stąd zdjęcia z dzisiejszej wyprawy w góry jedynie w żenującej jakości.



Spodziewałem się spacerku pod patronatem Matki Boskiej Żartobliwej, ale chłopaki z organizacji mnie zaskoczyli. Czołgaliśmy się kilkanaście metrów w głab jaskiń, tunelami, w którzy musiałem leżeć i przesuwać się bokiem, bo na brzuchu bym się nie zmieścił.




Widzieliśmy nietoperze i drzewa a la Gra o Tron. Przeszliśmy jaskiniami na drugą stronę góry, a na kwadrans siedliśmy w maleńkiej, ciemnej komnacie i zgasiliśmy latarki. Niezwykłe uczucie, głucha cisza na dnie skały.


Wczoraj: jeśli zaczynasz rozmawiać z człowiekiem w sklepie, bądź pewien, że nie dasz mu się rozgadać. Inaczej obudzisz się pół godziny później, słuchając o Jezusie. Nie mam nic do Jezusa, Jezus jest w porządku. Ale illuminaci jednak mnie przerośli. Każdy, kto spędził w Afryce więcej czasu mówi, ze jest to kontynent misjonarzy - trudno mówić o innych krajach, ale w RPA religia na pewno ma duże znaczenie. Jednocześnie jednak nie wydaje się tak "polityczna" jak u nas. Jadąc pociągiem czujesz się jak w filmie, gdy nagle gość w garniturze wstaje i zaczyna krzyczeć, wymachując biblią, ale trudniej tu chyba o tak banalne jak u nas stereotypizowanie konkretnych religii. Na przykład w mojej organizacji jest pani wychowana jako żarliwa chrześcijanka - choć jej ojciec był równie żarliwym muzułmaninem.


Odtrutką na nadmiar Jezusa był facet, który trzy metry od tegoż sklepu spytał, czy chcę zioło. Nie chciałem. Spytał zatem, czy chcę kokainę. Nie chciałem. Z pewnym zawodem w głosie stwierdził: "But you're a human, man".


Nie da się ukryć. Człowiek potrzebuje i trochę Jezusa i trochę kokainy, byle w odpowiednich proporcjach.

1 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com