© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com

Tęsknota

Dziś o dzieciach Europy, które z jakiegoś powodu wybrały życie w Afryce.


Nie pojechałem do RPA poznawać kultury białych. Wydało mi się to łatwe: uśmiechem na bladej twarzy zjednywać przychylność reprezentantów cywilizacji, którą znam i sam reprezentuję. Pojechałem tam poznawać te kultury, których w Polsce, czy Europie nigdy nie mógłbym dotknąć. Te, do których wejście kosztowało mnie trochę więcej, niż wypisany na twarzy paszport.


Ale to chyba nie do końca uczciwe.


Zwiedzałem niedawno winnicę Vergelegen, która słynie ze wspaniałych win i niczym Mariusz Pudzianowski w zawodach strongmanów zdobywa kolejne medale w konkursach obiektów turystycznych.

Posiadłość pełna była Europy. Hiszpańskie kraty ze stali, brytyjskie malowidła, francuskie książki. Z jednej strony: przez sporą część XX wieku należała do Anglika, z drugiej: to fascynujące, że ktoś, kto mógł wybrać każde miejsce na świecie wybiera Afrykę po to, żeby stworzyć we własnej posiadłości namiastkę Europy.


Podobnie jak pewien Niemiecki oficer, który sto lat wcześniej zbudował na namibijskiej pustyni europejski zamek, najmując włoskich kamieniarzy.


Wszystko to jednak echo. Ściany posiadłości Vergelegen zalegają bezcenne obrazy, na półkach kurzy się porcelana z czasów dynastii Ming i rzeczywiście piękne to rzeczy, ale to tylko cień tego, co dźwigają mury Anglii, Włoch, Francji, czy Hiszpanii.


Odbyłem w Vergelegen rozmowę z pewną bibliotekarką. Ludzie rozkochani w książkach mają zwykle tendencję do sentymentalizmu, więc uznajmy, że to tylko jedna, ale szalenie ciekawa perspektywa. Strażniczka księgozbiorów ostatni raz była w Europie w 1966 r. W tym czasie niepodległość odzyskiwała Botswana, a Angola, Zimbabwe czy Mozambik były jeszcze koloniami, ale ten czas i obraz był jej jedynym wspomnieniem kontynentu.


Spytałem panią o jej ulubioną książkę – zbiór liczy ich kilka tysięcy, a niektóre mają po paręset lat. Jedna z tych, które mi pokazała dotyczyła europejskiej sztuki; oprawione w skórę strony, wypełnione kopiami fresków i witraży. Inna dotyczyła stylu; savoir vire’u w XIX-wiecznej Anglii.


Cały księgozbiór przytłaczał grubymi okładkami, których złote litery odbijały światło kształtami słów: Wenecja, Europa, Francja. I tak dalej i tym podobne. W obrębie wzroku nie zobaczyłem nic o Afryce.


Ktoś wyjechał na sam południowy czubek Afryki po to, by stół bilardowy odgrodzić od świata hiszpańską kratą. Z jednej strony ciśnie się myśl, jak wielki to musiał być egocentryzm kulturowy, ale że dzisiaj postanowiłem nie lewaczyć, podzielę się inną refleksją:


Jest jakiś smutek sieroty w tym gromadzeniu artefaktów odległej o tysiące kilometrów

kultury. Zagubionego dziecka, które w drewnianych chatach wspomina marmury pałacu rodziców. I wreszcie tolkienowska wręcz tęsknota za cywilizacją, która wsiąkła w papier książek strzeżonych tak pilnie, że nie wolno ich nawet fotografować.


Biała populacja RPA wytwarza wspaniałe wina. Jednak nie tak dobre jak te w Europie, a do ich leżakowania sprowadza się beczki ze starego kontynentu. Nawet wojenna chwała i przewagi gasły, gdy przyszło zmierzyć się z bagnetami wykutymi na północ od równika.


I podobnie jest chyba z kulturą, którą tu bardzo starano się imitować. Chociaż nie odmówię białym w RPA silnej, stworzonej przez setki lat tożsamości, to jednak wychodząc z Vergelegen miałem wrażenie, że jak u wspomnianego Tolkiena, tak i tu dawne pokolenia tęskniły za wytworami wielkich mistrzów. Z tymże od owej nieosiągalnej doskonałości dzieliła ich mgła tysięcy kilometrów, nie lat. Więc może i o wielkich wojnach Europy opowiadało się tu niedotykalną legendą, jak u Tolkiena o zmaganiach wielkiego zła i dobra dawnych er.


Było być może coś jeszcze u białych w RPA przez te dziesiątki, setki lat. Świadomość, że są najdalszym powiewem oddechu Europy, a tego obrzeża nigdy nie zamienią w centrum.


J.R.R. Tolkiena wspomniałem przez podświadome skojarzenie, ale pod koniec posta wydało mi się, że przyszedł na świat w koloniach. Rzeczywiście, właśnie w RPA. Opuścił kraj jako dziecko, ale może moje skojarzenie z tęsknotą za dawną, lepszą cywilizacją w jego twórczości nie jest zupełnie przypadkowe.

7 wyświetlenia