Pitbull w Afryce

Zdaję sobie sprawę, że film Pitbull: nowe porządki wzbudził mieszane uczucia.

Sam osobiście takie miałem. "Mieszane" może zresztą nie są najlepszym określeniem.


A jednak zgadnijcie jaki właśnie film jest jednym z ulubionych znajomego z Południowej Afryki (żaden Afrykaner, czarny ziom z Johannesburga)?

No właśnie.


Ten sam znajomy pytał, czy ma naprawdę mamy tyle gangów i czy są u nas fight cluby, gdzie ludzie spotykają się na bójki.


Oczywiście ciekawym pytanie pewnie byłoby, czy akurat ten fragment kinematografii mamy ochotę pokazywać światu... Z tym że świat nie pyta. Myślę też, że płynie z tego pewna - ekhm - głębsza lekcja. Może, kiedy następnym razem będziemy sobie dyskutować o Afryce na postawie tego wszystkiego, co widzieliśmy w filmach; kiedy będziemy mówili o wojnach, dzieciach-żołnierzach, niewydolności państw i głodzie - przekonani, że mówimy o problemach oczywistych i ogólnych dla kontynentu - być warto będzie zadać sobie pytanie: kiedy ostatni raz byłem w fightclubie? Kiedy ostatni raz widziałem gangsterów strzelających się na ulicy? Mówiąc wprost: kiedy ostatni raz moje życie wyglądało jak w filmie Patryka Vegi?


Bo to nie do końca tak, że Patryk Vega kłamie. Reżyser chełpi się, że "wszystko się wydarzyło!!!". Ok, tylko że jego przedstawienie, dobór, przycinanie i ubarwianie wydarzeń jest na tyle kreatywne, że może kłamstwa w tym niewiele, ale prawdy jeszcze mniej.

zdj. odicjalny plakat filmu Pitbull

0 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com