Odpowiedzialność za przekaz, obóz w Goma

Aktualizacja: 5 paź 2018

Sprawa Wardęgi zainspirowała mnie, by na chwilę odłożyć na bok Maroko i podzielić się z Wami kilkoma historyjkami o tym, że pomoc i przekazywanie sprawdzonych informacji - zwłaszcza, gdy mowa o świecie, którego odbiorca nie zna - to też odpowiedzialność. Było tak nawet w erze przed internetem.


Sztandarowym przykładem jest obóz w Goma.


Goma to stolica Północnego Kivu, prowincji Demokratycznej Republiki Konga, która znajduje się bardzo blisko Rwandy. Jako że kontynenty rozdzierają się bardzo powoli, znajdowała się dokładnie w tym samym miejscu w 1994 roku.


Pechowo, bo w 1994 roku w Rwandzie doszło do ludobójstwa, podczas którego świat przyglądał się jak Hutu mordują Tutsich.

Notabene ludobójstwo (wcale nie pierwsze) było w dużej mierze efektem konfliktów podsycanych od początku XX wieku przez kolonistów - Belgów.


Ale dziś nie o tym.


Świat miał pewnego moralnego kaca, gdy zaczęły dochodzić informacje o skali tamtej zbrodni (najszybciej dokonane ludobójstwo od czasów II. WŚ), gdy więc telewizja pokazała dziesiątki tysięcy Rwandyjczyków uciekających przez granicę do powstającego na szybko obozu w Goma, pieniądze zaczęły płynąć szerokim strumieniem.


zdj. coutasse.com


Był tylko jeden haczyk.


Od 500 000 do 2 000 000 Tutsi zginęło w ciągu pierwszych tygodni ludobójstwa, a stanowili oni około 15% populacji 7 milionowego kraju (to szacunki, liczby niekoniecznie się dodają). To raz. Dwa, uchodźcy uciekali do Goma, na północ, podczas, gdy na południu - w Burundi - znajdował się lider sił Tutsich walczących w tamtejszej wojnie domowej. Nikt z mediów nie postanowił jednak się nad tym zastanowić.


I, być może już się domyśliliście, ale do obozu w Goma nie uciekali Tutsi - ofiary ludobójstwa. Uciekali tam Hutu, w tym żołnierze i rząd odpowiedzialni za zbrodnie. Uciekali przed przechodzącymi do kontrataku siłami Paula Kagame, który postanowił powstrzymać to szaleństwo*. Byli tacy, którzy o tym napisali, ale ogólny przekaz nie zniósł rozróżnienia.


W pewnym momencie w obozie wydawano ponad milion dolarów dziennie. Na co? W książce "Karawana kryzysu" (doskonałej!) Linda Polman opisuje scenę, w której jeden z mieszkańców obozu przedstawia się z dumą "Je suis genocidier" (Jestem ludobójcą). Obóz szybko przejęli żołnierze Hutu, zaczęto handlować w nim bronią i traktować go jako punkt wypadowy do ataków na Rwandę i mordowania tych Tutsi, których nie udało się zabić wcześniej.


Wszystko to finansowane przez świat, który "przeżył szok" i odczuł nagłą potrzebę pomocy, którą spełnił zalewając pieniędzmi organizacje, które nie miały pomysłu, co z nimi zrobić (był moment, że do przewozu wody wynajmowano samoloty, bo i tak były na to środki). W tym samym czasie próbujący zaprowadzić porządek w zniszczonej Rwandzie Paul Kagame nie mógł doprosić się kilku tysięcy dolarów.


Obóz szybko opuścili Lekarze bez granic, którzy nie chcieli brać odpowiedzialności za to, co się tam działo. Ale była ponad setka innych organizacji, więc mało kto się przejął. Każda z tych organizacji opłacała się bojowcom Hutu, wychodząc z założenia, że przecież są tam i tak zwykli ludzie, a ich obowiązkiem jest nieść pomoc, nie oceniać. Faktycznie jednak przez kilkanaście miesięcy przedłużali konflikt, ułatwiając zbrodniarzom nie tylko pozostawanie nietykalnymi, ale też dokonywanie kolejnych zbrodni.


W końcu wojska Paula Kagame przekroczyły granicę i zaatakowały obóz, rozbijając go i rozwiązując problem, który wymknął się z rąk w zasadzie wszystkim. Raporty ONZ wspominały ponoć o możliwości dokonania przy tej okazji kolejnego ludobójstwa, ale w tej sytuacji trudno już kogokolwiek sądzić, bo napięcia sięgały zenitu.


Nie chcę się bawić w moralizowanie, ale Goma uchodzi za sztandarowy przykład tego jak media i organizacje pomocowe bezmyślnie rzuciły się na "naprawianie" kryzysu, którego nie rozumiały. Co ważne: wiele z tych organizacji nie działało od wczoraj, a od lat, a jednak je to przerosło.


Łatwo wyciągnąć z tego wniosek: nie pomagać. To nie tak (świat też się trochę nauczył). Ale, niestety, pomoc to też odpowiedzialność. Koniec końców dajemy komuś pieniądze i tak jak w przypadku każdej innej sytuacji, gdy to robimy, warto sprawdzić tak naprawdę na co.


*Wiecie, polityka jest trochę bardziej skomplikowana, ale to FB, więc umówmy się na to chwilowe ograniczenie skali szarości.

0 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com