O tinderze w Maroko, część pierwsza.

Generalnie nie używam tindera – rozumiem, że niektórym się podoba , ale osobiście od jakiegoś czasu myślę sobie, że nawet szukając romansu, nie związku, stać nas jako gatunek na bardziej wyrafinowaną formę zalotów niż para-erotyczne google ads.


Ale raz, że co Was obchodzą moje teoryjki i w sumie to gówno się znam, a dwa, że w tamtym okresie sypiałem głównie z pluszowym misiem.


Użycie tindera w muzułmańskim kraju kusiło.


Sama dynamika działania takiej aplikacji dużo mówi o kulturze, a poza tym, że pociągająca była myśl, że spotkam wreszcie kogoś, kto nie będzie mi chciał czegoś sprzedać.


Nie wpadłem niestety na ten pomysł w Marrakeszu, a dopiero, gdy go opuściłem. Na nadmorskim zadupiu poza sezonem na Tinderze było tak z dziesięć dziewczyn.

Pierwsza obserwacja: panie są wyjątkowo nieskłonne do ukazywania twarzy.



Ale – choć oczywiście byłem napalony, bo w końcu Sahara, słony ocean i suszy – to jednak nie planowałem szukać przez tindera partnerki na noc. Przesunąłem więc w lewo (czy tam w prawo – w każdym razie „na tak”) te kilka pań, które nie miały cech ewidentnie zniechęcających.


Druga obserwacja: albo marokańskie pomarańcze są wyjątkowo bogate w witaminę S-3ksapil*, albo pociągająca była moja obcość albo cholera wie co.


Otóż nagle okazało się, że jestem popularny! Niemal za każdym razem miałem „match”. Tam, gdzie go nie miałem, okazało się, że miałem go rano albo dzień później. Żadne to wymierne dane, przykładów mało, a miejsce turystyczne, ale jest całkiem prawdopodobne, że niemal każda dziewczyna, co do której ja wyraziłem zainteresowanie, odwzajemniła je.


Umówmy się, w Polsce ostatni raz spotkałem się z kimś z tindera w 2014 roku, ale na pewno nie byłem wtedy najgorętszym towarem na łączach. Tu jednak było inaczej. Tak inaczej, że aż się zacząłem robić podejrzliwy.


I tu wchodzi obserwacja nr trzy: Tak z połowa dziewczyn napisała do mnie pierwsza.

Zwykle było to jakieś standardowe „Hi!”, ale jednak!


Prawdę mówiąc na tym etapie, tinder zaczynał mnie już nudzić. W miasteczku poznałem nowe osoby, okazało się, że są jacyś Hiszpanie, chciałem trochę pozwiedzać i przeszła mi ochota na randki.


Pomyślałem jednak, że moja blogerska kariera ucierpi, jeśli tego nie zrobię. A zatem poszedłem na jedną randkę. Dla Was!


Na miejscu okazało się, że dziewczyny są dwie… W tym jedna w hidżabie, z zasłoniętą twarzą.


CDN.


*Jeśli Was to pocieszy, to niektóre z tych żartów żenują nawet mnie.

24 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com