O przegranych. Nama i Fish River Canyon.

Aktualizacja: 15 wrz 2018

O przegranych. Nama i Fish River Canyon.


Nie chcę Was zarzucać wikipedycznymi cytatami a propos drugiego największego kanionu świata. To fascynujące jednak, że wszyscy znamy najwyższy szczyt, największą głębię i tak dalej i tym podobne. Ale rzadko zaprzątamy sobie głowę tym, co jest drugie.

Drugie miejsce to jednak przegrany, nawet jeśli w geologicznym wyścigu milionów lat. Fish River Canyon ma jeszcze dwóch innych przegranych.

Pierwszym jest wąż z legendy ludu Nama. Wąż, który porywał kozy i owce rolników aż ludzie zebrali się, zaszczuli bestię i skrwawili ciosami włóczni. W ostatnim ruchu wąż szarpnął cielskiem tak potężnie, że wyżłobił w ziemi kanion. Drugi największy kanion na świecie.


Drugim przegranym jest zwycięzca z owej historii - lud Nama, szczególnie drogi memu sercu ze względu na oparty na kilkach język (podobnie jak Xhosa). Świetnie zabijali legendarne węże, ale niestety nie poradzili sobie z Niemcami.


I oczywiście bardzo kusi mnie, żeby rzucić żartem o tym jak legendarne potwory to jedno, ale zmotywowany obywatel Rzeszy, to jednak inny poziom abstrakcji, ale bardziej chodzi o smutną refleksję.


W tym kanionie trwały ostatnie walki kolejnych powstań końca XIX wieku. Powstań, w których przywódcy Nama nosili imiona jak Josef, Cornelius, czy Jacob. I nazwiska, które pochodziły prawdopodobnie od mian dawnych właścicieli. Ludzie ci, na starych zdjęciach, odziani są w ubrania rodem z Dzikiego Zachodu. Tak jak dziś w biednych wioskach dzieciaki noszą stare ciuchy adidasa, czy koszulki Barcelony.


Nie wątpię, że Nama kontynuowali wiele dawnych tradycji, ale to co przyjął papier - kroniki i fotografie - to karykatura Zachodu, która zerwała się przeciw temu, co przyjęła w okruchach i szczątkach.


Powstania te - mniej metaforycznie - podnoszono przeciwko ludziom, którzy oszukiwali ich korzystając z ignorancji, by kupić ziemię (np. bo nie rozróżniali mili niemieckiej i angielskiej). Przeciwko ludziom, którzy strzelali do ich wodzów z błahych powodów; nie uznawali wybranych przez Nama liderów i narzucali na nich kolejne podatki, w imię chwały przegranych w I. wojnie Niemiec, a tak naprawdę po to, by zaznaczyć dominację.


Powstania te, bez wyjątku, kończyły się tak samo. Wiele ostatnich walk toczono w Fish River Canyon, z powodu łatwego dla partyzantki terenu: jaskiń i wzniesień. Nama przegrywali więc tam, gdzie legenda sławiła ich dawną chwałę i zwycięstwo nad bestią. Patetyczne to, ale co w ostatnim ruchu stworzył zabity przez nich wąż, było grobem ostatnich bojowników o wolność Nama.

1 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Koniec

Na zakończenie Południowa Afryka przypomina o swoim szalonym obliczu. Johannesburg: Tuż przed przejściem przez most (do głównej ulicy miasta) zatrzymuje nas biegnący chłopak: - Szefie, nie idź tam! O

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com