© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com

"Nowy apartheid" i rasizm przeciwko białym.

Aktualizacja: 15 wrz 2018

Dziś post z lekkim nerwem. Forsal.pl opublikował artykuł pod tytułem: "Nowy apartheid – coraz mniej białych w RPA. Opowieść Bura". W mojej ocenie płytki, szukający sensacji i niedziennikarski.

zdj. Forsal.pl

Tekst: http://forsal.pl/artykuly/1077046,nowy-apartheid-coraz-mniej-bialych-w-rpa-opowiesc-bura.html


Jest to wywiad, więc redakcja może się zasłaniać perspektywą rozmówcy, ale gdy o kraju pisze się tak rzadko, wypada jednak dać szerszy kontekst.


Punktuję, co jest moim zdaniem nie tak. 1. Lead, "czy biali przetrwają" sugeruje zagrożenie, o którym ja osobiście nie słyszałem. Owszem, chodzą głosy, że ktoś tam nawołuje do przemocy wobec białych, ale to są echa, źródeł których nie udało mi się potwierdzić. Pracuję w townships, więc w środowiskach, do których takie postulaty powinny trafiać i nie bardzo dostrzegam takie ruchy. Nie twierdzę, że takich głosów całkowicie nie ma (jest wszak kontrowersyjny Juliuas Malema), ale mam wrażenie, że są bardzo rozdmuchiwane.


2. Pisząc o milionie białych, którzy uciekli w trakcie ostatniej dekady warto się też zastanowić, czemu. Istotnym czynnikiem jest przestępczość, ale jeszcze istotniejszym: możliwość. Wielu z białych miało przede wszystkim MOŻLIWOŚĆ wyjazdu do Europy. Z Polski też zniknął spory odsetek populacji, gdy możliwy stał się wyjazd do Zjednoczonego Królestwa. To w dużej mierze zrozumiały ruch. Europa jest rajem, do którego 70% populacji świata zwiałaby, gdyby mogła, i to jeszcze na niezłych warunkach. Gdy RPA przestało być krajem, w którym biały kolor skóry w zasadzie zapewniał życie na poziomie dostępnym może pięciu procentom populacji, Euroa stała się na nowo kusząca. Inna rzecz, że sam autor wywiadu pisze, że w zeszłym roku uciekło 20 tys. osób. To gwałtowny spadek dynamiki wyjazdów wobec miliona w ciągu dekady.


3. "Nie można krytykować działań czarnej większości" - ja często słyszę takie głosy, w zasadzie głównie takie do mnie dochodzą. Chyba że Panu van Der Schyffowi chodziło o to, że nie można mówić, że czarni rządzą źle, bo są czarni, a za białych było lepiej. No, owszem, białym było. A 78% wzrost czarnej klasy średniej łatwo przemilczeć. Tu zapraszam do posta dotyczącego rozmowy z byłbym żołnierzem południowoafrykańskim.


4. Z zagrożeniem i napadami na farmerów pełna zgoda. Nie mam tu dużej wiedzy, ale statystki mówią same za siebie. Nie jest dobrze. Obowiązkiem państwa jest obywateli strzec. Nie podejrzewam złej woli, ale na pewno oznacza to niewydolność policji.


5. Problem z redystrybucją ziemi polega na tym, że apartheid skończył się 23 lata temu, a ziemia jak była w rękach białych tak jest. I tak jak białych niepokoją ruchawki, tak czarna większość zaczyna mieć dosyć braku działań. Nie stoję tu po żadnej ze stron - nie ma dość czarnych farmerów, którzy mieliby wykształcenie i doświadczenie, by móc poradzić sobie z areałami, którymi dziś zarządzają biali rolnicy. Warto jednak zrozumieć, że dla wielu czarnych wyborców fakt, że większość ziemi jest "biała" jest dowodem trwającego apartheidu. Zatem te napięcia nie biorą się z tego, że rząd "jest gupi", ale z tego, że mówienie ludziom, że kiedyś będą mieli ziemię, ale raczej nie za ich życia, nie jest najlepszą metodą uspokajania nastrojów.


6. Preferencyjne traktowanie czarnej ludności w biznesie. To prawda i nieprawda. Jeśli problemem jest wykazanie się 50% zatrudnieniem czarnych, by dostać kontrakt rządowy w kraju, w którym czarnych jest 80% i jeśli problemem jest konieczność wykazania, że czarni są też udziałowcami firmy, to chyba wskazuje to na to, że strukturalnie jest coś nie tak. To nie są problemy, które łatwo rozwiązać. Affirmative action ma wiele wad, ale może jedną z jej zalet jest to, że za 10 lat ktoś w końcu nie pęknie i nie zacznie popierać ludzi pokroju Roberta Mugabe. Zatem: takie wymagania ssają. Pytanie, czy nie bardziej ssie sytuacja, w której są niezbędne, operujemy zatem w szarej strefie.


7. Kultura. Burowie mają swój język w hymnie, a w Kapsztadzie łatwo znaleźć pomnik Cecila Rhodesa, który wierzył, że czarnym należy odebrać ziemię i zaprząc ich do pracy. Na przykład w Company's Garden - w samiutkim centrum miasta jest taki pomnik. Pomników czarnych bohaterów w tym samym miejscu za bardzo nie kojarzę. Jest masa ulic nazwanych od ich imion, oczywiście. Warto jednak zwrócić uwagę na nierozwiązywalny konflikt: Rhodes jest dla czarnej większości postacią odpowiedzialną za cierpienie milionów ich przodków, a przecież dzisiaj w RPA to oni sprawują władzę. Należy brać poprawkę na czas, na kontekst i wiele innych czynników. Ale jednak kultura Burów została w dużej mierze stworzona na zdeptaniu kultur mniej zaawansowanych technologicznie. I dziś potomkowie tych kultur pytają: "czemu te pomniki dalej tam stoją?"

Myśmy też ściągali pomniki co bardziej czerwonych bohaterów, chociaż uparci twierdzili, że Krasna Armija nas "wyzwoliła".


Oczywiście wywiad nie jest tragiczny, a perspektywę Pana van der Schyffa rozumiem. Zostawiam też miejsce na wątpliwość z tego względu, że to jednak jego kraj, nie mój.

W mojej ocenie wywiad ten jest niezłym przyczynkiem do rozmowy o atmosferze w RPA po obu stronach. Każda ma swoje argumenty i do pewnego stopnia każda ma rację*, ale głusi na opinię drugiej strony nigdy się nie porozumieją. RPA ma i tak bardzo postępowe społeczeństwo. Przy takich proporcjach (zdecydowana większość majatku/władzy w rękach zdecydowanej mniejszości) zwykle kończy się to wojną domową. A tutaj nie.



*Muszę jednak coś nadmienić. Ciężko mi stawać po stronie ludzi, którzy potrafią powiedzieć, że są przez rząd "dyskryminowani, bo są biali", gdy jednocześnie za oknem trzech czarnych pracowników kosi ich trawnik, kolejni obrabiają pole, a dzieckiem zajmuje się niania, która maszeruje co dzień rano i wieczorem kilkanaście kilometrów do pracy. Każda ze stron ma swoje racje, ale nie oznacza to, że uważam, że każda z nich ma dokładnie połowę tortu o nazwie "słuszność".

12 wyświetlenia