Mzoli's - tańce i bójki

Męczy mnie już to pisanie o niebezpieczeństwach, zwłaszcza, że nie chcę wchodzić w pozę twardziela, który znosi je bez zmrużenia okiem.

Pracuję w township, owszem, ale jednak na innych zasadach. Mieszkam i po godzinach pracuję w hostelu, w którym jak dotąd największym zagrożeniem była jazda po pijaku i ewentualnie zatrucie się oparami zioła z "pokoju rozrywek".

Dwa tygodnie temu byłem w knajpce Mzoli's w Gugulethu (to takie township). Knajpka ma to do siebie, że powstała w interesujący sposób. Kiedyś była myjnią samochodów, w której - w trakcie oczekiwania na usługę - można było coś zjeść i wypić. Ostatecznie przerodziła się w pełnoprawny klub-knajpę, gdzie zabawa trwa w najlepsze całe weekendy.

W knajpie jest masa, naprawdę masa białych (jak na township), którzy pasą się specyficzną atmosferą township, smakując jej zalety (niskie ceny, fajna muzyka, specyfika lokalnej ludności) bez narażania się na wady.


Byłem tam więc dwa tygodnie temu. Byłem zaproszony i dziś, ale chciałem wreszcie zobaczyć górę stołową i w ogóle średnio mi się chciało imprezować, więc poszedłem z kumplami na szlak.

Znajomi pojechali do Gugulethu, do tejże knajpki, w której dwa tygodnie temu pewien czarnoskóry, którego ochlapałem niechcący w tańcu, zamiast dać mi w mordę, poprosił piękną angielszczyzną, abym zważał na kałużę, gdy tańczę. Bez cienia agresji.


Było to zresztą ciekawe doświadczenie, bo był to człowiek rodem z filmu, w garniturze, koszuli - eleganckiej acz wyraźnie kolorowej, wyraźnie innej niż założyłby biały - i szalenie gustownym kapeluszu. Zatem i rozmowa była iście hollywodzka, choć oczywiście raczej z tych mniej spektakularnych.

Cóż, dziś moi znajomi byli tam świadkami wielkiej bójki z użyciem obtłuczonych butelek. Nikt prawdopodobnie nie zginął, ale polało się sporo krwi.


0 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com