Kolonializm z Samotraki

Ilu słowiańskich bogów potraficie wymienić?


Dziś o kolonizacji z innej perspektywy. O kolonizacji udanej – której dokonano na nas.


Niemal nie mamy własnej kultury. Wiem, że to szalenie mocna teza, ale dajcie mi, na kredyt, kilka minut, żebym zbudował soczysty akapit.


Wracam do pytania z nagłówka: ilu słowiańskich bogów wymienicie z pamięci? A rzymskich, greckich, nawet skandynawskich?


Podstawą naszej kultury jest religia, która przyszła zza morza, prorocy, z których większość nie wiedziała nawet o istnieniu tej części świata i naszej grupy etnicznej. Wreszcie, podstawą tej kultury są teksty i dzieła stworzone przez „naszych”, ale które nawiązują do dzieł wyrastających z innego niż słowiański korzenia.


Ilu z nas czytało „Klechdy polskie” Leśmiana? A ilu zna „Nike, która się waha”, czy cały stos tekstów kultury, które ścierały okładzinę z naszych szkolnych ławek, okładkami wyraźnie zwróconymi na południe?


Święte drzewa porąbaliśmy na krzyże, w świętych kręgach postawiliśmy kościoły. Nawet tam, gdzie to nie chrześcijaństwo nas zdominowało, bardziej znajomo naszemu uchu brzmi słowo druid niż żerca (słownik google nawet podkreśla to słowo jako błędne). Potrafimy opisać, co robiła wyrocznia delficka, na czym polegały bachanalia, ale poza topieniem marzanny i Nocą Kupały nic nie wiemy o rytuałach własnych przodków. Wielu z nas ma pojęcie, co to utopiec i strzyga tylko dlatego, że czytaliśmy książki fantasy Andrzeja Sapkowskiego.


To nie jest tak, że jestem wariatem, który każe teraz wszystkim palić kościoły a raz do roku biegać wokół drzewa i uprawiać zbiorowy seks. Daleki jestem od nawoływania do porzucenia przekonań, zwłaszcza tych, które zrosły się tak silnie z naszą tożsamością. Ta perspektywa wydaje mi się jednak ciekawa, gdy myślimy o Afryce.


Afryka przyjmuje wszystko po swojemu – przeczytacie to w większości książek podróżniczych, usłyszycie w większości filmów dokumentalnych. Wyznają Boga, ale chodzą do sangoma, klękają przed krzyżem, ale wierzą w moc fetyszy. Ciekawe!


zdj. pwn.pl


A co my robimy topiąc marzannę? Co, tak naprawdę, robimy strojąc choinkę, czy obchodząc Wigilię w dniu Święta Godów? Z czego wywodzi się wiara w cudowną moc świętych relikwii? Nie jestem specjalistą od Biblii, ale nie wydaje mi się, żeby tam o nich wspominano. Nie warto więc śmiać się z pogańskich zwyczajów Afryki, gdy my sami pielęgnujemy je, tyle że nieświadomie.


Można zaryzykować tezę, że ten sam proces kulturowy, który dokonuje się w Afryce i my przeszliśmy. Po prostu relatywizm kulturowy jest względnie nowym pojęciem, na które nam, Słowianom, nie udało się załapać.


Koniec końców ścierając się nieustannie, kultury się syntezują.


Co mnie osobiście odrobinę martwi, bo budzę się czasem spocony w nocy z koszmaru, w którym ludzie wymyślili globalną, łączącą wszystkich sieć połączeń; ta sieć każe ludziom czytać, oglądać i słuchać tego samego, eliminując to, co małe, nieciekawe i skazując na śmierć, wszystko, czego nie wylansuje moda.


Zaznaczam, że post ten odnosi się tylko do kulturowego elementu kolonializmu. O ekonomicznym można by książki pisać (i wiele napisano, a autorzy są znacznie mądrzejsi ode mnie).

0 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com