Ile kosztuje życie w Paryżu?

Paryż jest drugim najdroższym miastem świata. Zdaniem angielskiego The Telegraph.


Inne serwisy i statystyki umieszczają Paryż nieco niżej, ale wciąż wśród najdroższych miejsc do mieszkania/odwiedzania.


Mija 39 dni, odkąd zjawiłem się w Paryżu. Powoli mój czas tutaj się kończy, ale chciałbym się z Wami podzielić właśnie tym doświadczeniem finansowym.


Nie bardzo chciałem szukać tu pracy. Nie obraziłbym się na nią, ale nie chciałem „emigrować”. Nie pociągały mnie prace kelnera, czy magazynowego. Nie dlatego, bym nimi gardził. Nie był to tylko dla mnie czas, w którym chciałem dołączyć do bezimiennego tłumu Polaków, którzy pustoszejące miasteczka Polski zamieniają na piękne kamienice, wśród których wspólnym imieniem staje się stereotyp „dobrego pracownika”.


Za stary na to jestem i nie znam francuskiego dość dobrze.


Nie, serio. Kiedy pierwszym pytaniem współlokatorów w hostelu, gdy poznają Twoją narodowość jest: „Do pracy?” to właśnie praca jest ostatnim miejscem, do którego chcesz iść.


Poza tym jestę piasarzę. Przyjechałem tu pisać.


Ale to drugie najdroższe miasto świata, a zatem „jak przetrwać” nie mając wielkiej kasy?

Dziś jestem przejrzysty.


No to lecimy:


Przyleciałem 19 lutego, od tego czasu wydałem łącznie: ok 700-750 euro. To nie jest mało. Miałem szczęście część tej sumy pokryć dzięki znajomej, która podrzuciła mi troszkę swojej pracy tłumacza (<3) oraz wpływającym z opóźnieniem wynagrodzeniom za teksty. Ale – nie oszukujmy się – głównie z oszczędności.


Na co poszła ta kasa? Ok. 70 euro na noclegi, zanim udało mi się ogarnąć lokum. 15 euro na – przysięgam! – dwa piwa, które kupiłem, przekonany, że są po 2 euro każde. Ok 60 euro na jedzenie, nim zacząłem mieć kuchnię. Dla jasności: często jadłem po prostu raz dziennie, w Macu, bo najtaniej. 30 euro na bilety jednorazowe 50 euro na swoistą „kartę miejską” 17 euro na przyjazd z lotniska Ok 110 euro na bilety wstępu Ok 25 euro na prezenty i kartki pocztowe Ok 15 euro na leki, bo przyjechałem tu chory (francuska medycyna daje radę!)

To daje w sumie ok. 400 euro. Z 700 wydanych. Reszta poszła głownie na jedzenie, jak zakładam, ale pewnie też część np. na jakieś winko w knajpie, którego nie ująłem.

Wiecie co jest fascynujące? Na tyle, że nie chce mi się wierzyć, żeby to było możliwe.


Pierwszy tydzień tu, nim przygarnęła mnie Kultura, kosztował 350 euro. 350 euro między 19 i 25 lutego. Od 26 lutego do 28 marca wydałem kolejnych 350. I mam w lodówce jedzenie na dzień, może dwa.


Owszem – nie byłem w restauracji na jedzeniu w tym czasie. Choć siadłem raz czy dwa na winko.


Owszem – zaproszono mnie kilkukrotnie na obiad, raz nawet dano sera i ciasta „na wynos” (writers life!), ale myślę, że liczba ta mieści się na palcach jednej ręki.


Co prowadzi nas do wywodu a propos tego, że Paryż jest drogi. Jest.


Nie chcę robić z siebie dziewczynki z zapałkami, ale nie raz szedłem i piękno ulic podziwiałem z bolszewickim wręcz smutkiem, że to, co za witrynami kamienic nie jest dla mnie.


Ale sklepy… Ceny w sklepach już mieszczą się w granicach rozsądku. Podstawą mojej diety jest pizza Ristorante (4,5 euro za dwie sztuki) oraz makarony (poniżej euro), sosy (ok 2-3 euro) i bagietki (0,8-1 euro). Czasem owoce i warzywa. Nie są to ceny diametralnie wyższe niż np. w Warszawie. Moją grzeszną przyjemnością jest woda kokosowa (4 euro za sztukę, wiec muszę zasłużyć!). Nie jem tylko mięsa, mięso jest tu bardzo drogie.


Waga być może trochę mi spadła, ale nie jestem chudy jak wilk. Szkoda. Lubię być chudy jak wilk – wtedy przyjemniej się żre po powrocie.


Wnioski: Gdybym nie jechał bez planu, myślę, że z tych kosztów spokojnie można by obciąć 100-150 euro, które straciłem, kiwając się w te i we w te. Kolejne 110 euro uciąłbym, gdybym przed wyjazdem zdobył legitymację prasową (nie znaczy, że bym zdobył, ale wykluczyć tego nie można). Te 110 euro uciąłby też każdy, kto ma poniżej 26 lat i jest obywatelem UE. A zatem do muzeów wchodzi za darmo.


Czyli: ok 260 euro dałoby się uciąć. Zakładając, że macie nocleg (np. dzięki workaway, byle nie z szaleńcami) i dostęp do kuchni oraz poniżej 26 lat, jesteście w stanie przeżyć blisko 40 dni w Paryżu za mniej niż 500 euro.


Nie zachęcam do tego, nie twierdzę, że to najlepsza metoda, czy że jest ona najbardziej satysfakcjonująca. Jakkolwiek pięknie i przygodowo nie czytałoby się niektórych postów, w samotnej podróży owa oczywista część „samotności” bywa trudna; zwłaszcza, gdy finanse sprawiają, że nie bardzo chodzisz do miejsc, w których poznaje się ludzi.


W ogóle nie czuję, żebym znał tu odpowiedzi na jakiekolwiek pytania, ale tak, da się przeżyć w „2 najdroższym mieście świata” za nieduże pieniądze.

0 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com