Hiena

Hiena


Zastanawialiście się kiedyś nad tym, po czym poznajecie psa? Prawdopodobnie nie. Nie, bo większość z nas zabiłaby za możliwość zobaczenia wilka w naturze, a w zoo – gdzie oglądamy drapieżniki – są one ospałe i nudne.


Psa poznajemy po tym jak chodzi. Skocznie, lekko. Pies się nie ukrywa, ale też jest w jego chodzie pewna bezcelowość.


Dlatego wieczorem, gdy rozbiliśmy namiot w Skeleton Coast*, a ja przechodziłem się po okolicy, natychmiast wyczułem, że nie zbliża się do mnie pies. Poruszało się bowiem tuż przy ziemi, sunęło, nie szło ani skakało; powoli, po cichu, ale z pewnością każdego ruchu, który nie szedł na marne.


Zaświeciłem latarką w oczy i dwa niebieskie punkty zatrzymały się, ale tylko na chwilę. Oceniły nas widać na tyle nisko, że zaczęły zbliżać się znowu. Powiedziałem Amiel, żeby szła powoli w stronę samochodu i ja też cofałem się, powolutku. Amiel zgubiła buta i z prawdziwie kobiecym zaangażowaniem oczywiście postanowiła założyć go z powrotem, zamiast zostawić.


Uniosłem rękę ponad głowę, gdzieś kiedyś czytałem, ze tak straszy się zwierzęta. Niestety, nie pamiętałem jakie. Możliwe, że nasze też się tak straszyło, bo zaczęło się cofać. Snopem latarki odprowadziłem je jakieś pięćdziesiąt metrów.

Kuba i Agata mówili, że to pies. Że dziwny taki, może wilczur pustynny, ale pies. Poszliśmy więc z Amiel na spacer nad morze, ale po chwili stwierdziliśmy, że ciągle odwracamy się za plecy. Zawróciliśmy.


Była tam znowu, tym razem dalej. Przed budynek wyszedł jeden z policjantów.

– Zapomniałem wam powiedzieć o dzikich zwierzętach.


Bo widzicie – każdy z dotychczasowych campingów, w Zambii, Zimbabwe, Botswanie, czy RPA był ogrodzony, często pod napięciem. Ten nie. Policjant powiedział, że tak, to hiena, nie żaden pustynny wilczur. Nie ma żadnych pustynnych wilczurów. Hieny zwykły podchodzić pod zabudowania, żeby grzebać w śmieciach. Jedna nie powinna zaatakować człowieka, ale generalnie są niebezpieczne. Mają bardzo ostre zęby.

Lepiej nie chodzić nocą na plażę.


Gdy piszę te słowa, za kilkoma milimetrami płachty namiotu słyszę coś jak mruczący śmiech. Raz bliżej, raz dalej. To mewy o ile mi wiadomo, czy inne ptaki, ale wyobraźnia działa.


Mam nóż, którym dotąd kroiłem głównie imbir i cebulę. Trzymałem go w namiocie, tak jak trzymam inne wartościowe rzeczy: nieufnie wobec współmieszkańców campingu. **Dziś nóż leży blisko dłoni.

*Nie wolno, ale nam pozwolili: długa historia – w każdym razie nikt poza nami nie spał pod namiotem. ** „Dziś” metaforyczne. Sytuacja wydarzyła się kilka dni temu.



Hiena nie zgodziła się pozować do zdjęcia, więc załączam fotkę pustyni, by Kuba.

2 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Koniec

Na zakończenie Południowa Afryka przypomina o swoim szalonym obliczu. Johannesburg: Tuż przed przejściem przez most (do głównej ulicy miasta) zatrzymuje nas biegnący chłopak: - Szefie, nie idź tam! O

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com