Dublin.

Dublin to zaprawdę piękne miejsce, które kiedyś już odwiedziłem, ale z jakiegoś powodu nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak tym razem. Być może dlatego, że nie liczyłem wtedy na zostanie pilotem, a być może byłem ślepy.


Pomnik Oscara Wilde’a z cytatem: „Only boring people are brilliant during the breakfast” na zawsze zostanie w moim sercu. Podobnie zwłoki sprzed kilku tysięcy lat, które chowano tu na bagnach. Choć te może niekoniecznie zostaną "w sercu".

Wiem, to nie jest super widok do kolacji, ale czy nie fascynujące jest to, że tak zachowane zwłoki pochodzą sprzed naszej ery? W bagnach zwykle nie ma tlenu potrzebnego do procesów gnilnych, stąd tak świetny stan. Pochówki na bagnach to temat na opowieść samą w sobie: prawdopodobnie były to ofiary, nie jest jednak jasne, czy składane z przestępców, czy (jak wskazywałby fakt, że przy wielu znaleziono złote i srebrne ozdoby) z konkurentów do tronu, gdy ustalił się nowy władca. Znajdowano je również w innych miejscach Europy, na przykład Danii. Bagna były zwykle na krańcach domen - i w ten mistyczny sposób, granica "dotykalnej" domeny była zarazem granicą światów.

W ogóle: Irlandia warta jest odwiedzenia. Prześcigając się w poszukiwaniu coraz bardziej „hardkorowych” kierunków, zapominamy, że przygoda czeka za drzwiami. A czasem tuż obok kontynentu.


Kiedyś na przykład odwiedziłem Belfast, w którym wspólnie z kuzynem zrzuciliśmy się na swoisty rodzaj wycieczki: taksówkarz obwoził nas po miejscach związanych z IRA, a że był w wieku, w którym ta historia była historią jego młodości, opowieść o IRA była opowieścią o nim samym, jego przyjaciołach i znajomych. Ale wracamy do Dublina.


Aby oszczędzić pieniądze (Aer Lingus nic nie zwracał), postanowiłem pierwszą noc spędzić w dormitorium, a drugą - tę przed rekrutacją - w uczciwym Airbnb. Wiecie, zostanie pilotem to duża rzecz, więc mimo że od dobrych trzydziestu lat raczej pożyczam niż rozdaje pieniądze, postanowiłem się szarpnąć.


Ale to nie byłoby moje życie, gdyby wszystko poszło dobrze. Zwiedzam więc Dublin. Wszędzie, naprawdę wszędzie słyszę język polski, omijam tysiące turystów, pielęgnuję świeżo nabytą depresję, spędzam noc w dormitorium hostelu, po czym po południu następnego dnia zjawiam się pod miejscówką z Airbnb.


Zarówno Guiness jak i piosenki Coehna uskrzydlają, stąd to świetne przygotowanie do rozmowy o pracę w linii lotniczej.


Wysyłam wiadomość. I czekam.


10 minut.


15 minut.


Wysyłam kolejną wiadomość.


20 minut.


Próbuję się dodzwonić. "Nie ma takiego numeru".


30 minut.


Wysyłam wiadomości wszędzie, rozpytuję sąsiadów. Próbuję miliona wariantów podanego numeru telefonu.


Godzina.


No nie, nic z tego nie będzie. Airbnb informuje mnie, że sorki, ale oni tez się nie skontaktowali i że przepraszają. Przeprosili ładnie, bo następnego dnia dostałem kupon na parę stów, ale w tamtym momencie mało mi to pomogło.


Jest więc czwartek wieczór, środek lata. Ludzie zwalają się tabunami do miasta i pokoju w osiągalnej dla mnie cenie nie znajdę na bank. W jedynym hostelu w sensownej odległości jedynego autobusu do centrum konferencyjnego (gdzie rekrutował Aer Lingus) były na szczęście wolne pokoje. Trzydziestoosobowe. Serio. To takie pokoje, których - z jakiegoś powodu - nie ma nawet na booking.com. Mam wrażenie, że korzystali z nich ci, którzy przyjechali tam do pracy, ale co ja wiem.


Niestety, w trzydziestoosobowym pokoju niełatwo się śpi. Ludzkość zaś planuje zbudować bazę na księżycu i lecieć na Marsa, ale powszechnie dostępnych, skutecznych zatyczek do uszu jeszcze nie opracowało. Parę godzin więc poudawałem, że śpię, w czym przeszkadzali wracający o bardzo rozstrzelonych porach, zwykle zawiani i głośni, współlokatorzy. Na pewno cała trzydziestka była wspaniałymi ludźmi, po prostu nie mieli okazji mi tego zaprezentować.


Rano, nie do końca świadomy, gdzie jestem, wdziałem jeansy, t-shirt'a i buty do biegania, po czym wskoczyłem do autobusu w stronę przeznaczenia.


Niestety, chyba te autobusy pomyliłem. Bo chociaż numer się zgadzał, to na miejscu okazało się, że jestem JEDYNYM człowiekiem z całej grupy (ok 50-60 osób), który nie ubrał się wieczorowo.


0 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com