"Czarni nie powinni trzymać pieniędzy"

Znów perspektywa historii, ale widziana inaczej. I wybaczcie ten clickbaitowy tytuł.




Przeprowadzałem wywiad z czarnoskórą szefową organizacji, która powiedziała, że woli, żeby pieniądze trzymali biali.


To dość obraźliwa myśl i w gruncie rzeczy łatwo można podważyć jakikolwiek jej sens zwykłym uprzedzeniem, bo to, że ktoś jest czarny nie musi znaczyć, że nie jest uprzedzony do swoich (wystarczy spojrzeć na liczbę Polaków, którzy wieszają psy na kraju i narodzie).


Ciekawi jednak argumentacja. Otóż pani powiedziała, że kolorowi potrzebują czasu. Że pokolenie biedy, które wychowało się bez pieniędzy nie może zaraz ich dostać, nie może sprawować nad nimi pieczy, gdy są wspólne, bo to pokusa, której nigdy nie musieli się opierać i nie musieli uczyć się z nią walczyć. Nie mogą więc opiekować się pieniędzmi tak jak ktoś, kogo rodzina od trzech pokoleń nie dojadała a on sam dorastał z burczącym brzuchem nie powinien dzielić kurczaka na święta.


Zetknąłem się już tutaj z białą, która założyła, że płacę za lunch dla obojga, nie mówiąc słowa. Później bardzo umiejętnie próbowała złapać mnie na ten sam numer.


Zetknąłem się i z kolorową, która pożycza kasę, gdy trzeba wypłacić pensję pracownikowi, ale zawsze następnego dnia zwraca (notabene GLEN całkowicie mi tego zabraniał), a mój czarny ziomek, Prince, dzieli się z każdym wszystkim, co kupi - czy jest to jedzenie, czy cokolwiek innego. Więc to nie tak, że ktoś tutaj ma monopol na zasady.


A jednak wyczuwam w tej argumentacji sporo interesującej prawdy: ludziom wychowanym w stanie permanentnego braku gotówki i niższości wobec tych, którzy mają jej nadmiar chyba może być trudniej oprzeć się temu „diabłu pieniądza”, jak określiła to moja rozmówczyni.


Może też chodzić o inne rzeczy, o których nie mówiła. Na pewno pierwsze lata Abalimi Bezekhaya zaowocowały wyrzuceniem mężczyzn z zarządu większości ogrodów. Okazało się, że byli nazbyt dominujący i mieli tendencję do "przejmowania" środków a potem zużywania ich na cele niezwiązane z ogrodami. Myślę, że i to - między słowami - mogła mieć na myśli moja rozmówczyni.


Umiejętność zarządzania środkami finansowymi to właśnie to: "umiejętność". Zapominamy o tym, gdy z pieniędzmi obcujemy od dziecka, w sposób mniej lub więcej sensownie zorganizowany (najpierw mniejsze, potem coraz większe sumy).


A jednak każdy z nas ma przecież znajomego, który jest absolutnie nieodpowiedzialny finansowo: jedzie na kredytach konsumpcyjnych i bezzwrotnych pożyczkach od znajomych. Wyobraźmy więc sobie świat, w którym nigdy nie obracaliśmy jednocześnie sumą większą niż pięćdziesiąt-sto złotych. Oto powierza nam się ich pięć, dziesięć tysięcy* - każe sensownie rozdzielić, pogrupować wedle środków przeznaczonych na utrzymanie biznesu, na inwestycje i tych na wypłaty; od nas oczekuje się, że wszystko to będzie miało sens i poprowadzi spółkę do przodu.


Ludzie przez lata pozbawieni dostępu do pieniędzy**, dla których nawet dzisiaj kilka randów to spora kwota, bo pozwoli kupić bilet do domu, mogą zwyczajnie czuć się przytłoczeni finansową odpowiedzialnością. I w tym owa pani oczekiwała chyba pomocy. Nie prowadzenia za rękę, ale wsparcia. Łatwo bowiem mówić, że biali lepiej pilnują pieniędzy, gdy dla nich nie są to kwoty zbyt imponujące.



*Dla ułatwienia myślowej zabawy sugeruję kwotę powiedzmy pięćdziesięciu tysiecy złotych.

**Co nie znaczy, że i w townships nie było ludzi przedsiębiorczych i nie rodziły się fortuny.


0 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com