Clarice Lispector - "E Dai eu Adoro Voar"

Ukrywałam miłość z obawy przed jej stratą. I miłość straciłam bo skrywałam ją zbyt dobrze. W strachu chwyciłam czyjąś dłoń, szukając oparcia. A bałam się tak bardzo, że straciłam czucie własnej. Pozbyłam się kogoś, kogo kochałam. Potem żałowałam.

Przepłakałam noc za nocą, marząc by porwał mnie sen. Gdy szłam spać, ze szczęścia nie mogłam zmrużyć oczu. Wierzyłam w miłości bez skazy; nie istnieją – to zrozumiałam. Byłam rozkochana w kimś, kto mnie zawiódł, zawiodłam tego, który kochał mnie naprawdę.

Spędziłam godziny wpatrzona w lustro próbując odkryć, kim jestem. Wiedziałam tak dobrze, że marzyłam, żeby rozpłynąć się na wietrze.

Skłamałam i kłamstwa żałowałam. Powiedziałam prawdę i żałowałam nie mniej. Udawałam obojętną na tych, których kocham; później łkałam w cichej samotności. W uśmiechu roniłam bezgłośne łzy smutku; płakałam z całego tego śmiechu. Ufałam ludziom, którzy nie byli tego godni, wątpiłam w tych którzy byli. W najmniej odpowiednich chwilach wybuchałam śmiechem. W gniewie tłukłam szklanki, talerze i wazony. Tęskniłam za kimś strasznie i nigdy mu tego nie powiedziałam.

Wrzeszczałam, gdy powinnam milczeć, milczałam, gdy był czas na krzyk. Zamykałam usta, kryjąc prawdę własnych myśli, żeby kogoś zadowolić. Nie potrafiłam ich zamknąć, gdy krzywdziłam innych słowami, w które nawet nie wierzyłam.

Tyle razy nie byłam sobą, by się podobać i tyle razy nie byłam nią żeby krzywdzić. Opowiadałam żarty, bezradosne żarty, byle sprowokować uśmiech przyjaciela. Wymyślałam historie, ich szczęśliwe zakończenia, by przybitego zarazić nadzieją.

Tonęłam w marzeniach, aż z ich głębokości straciłam czucie tego, czym jest rzeczywistość… Lękałam się ciemności. Dziś w ciemności siebie widzę, w ciemności klęczę i w niej trwam. Nie raz upadałam, pewna że już się nie podniosę. Nie raz podnosiłam się, pewna że już nie upadnę. Zadzwoniłam do kogokolwiek, byleby tylko nie dzwonić do osoby, z którą rozmawiać pragnęłam naprawdę. Pobiegłam, szalona, za samochodem, bo odjeżdżał razem z kimś, kogo kochałam. Wołałam imię mamy w ciemności lepkiej nocy, w którą zbudził mnie koszmar. Ale ona nie pojawiła się i koszmar był jeszcze straszniejszy.

Prosiłam o coś ludzi, których niemal nazwałam „przyjaciółmi” i zobaczyłam, że nigdy nie byli nawet blisko. Innych nie musiałam prosić nigdy, w żaden sposób i zawsze byli dla mnie i będą wyjątkowi.

Nie obdarowujcie mnie pewnikami, nie oczekuję, że zawsze będę miała rację. Nie mówcie, czego sobie życzycie, bo wiedzie mnie głos serca, nie życzenia. Nie każcie być kimś, kim nie jestem i nie czyńcie łaskawie równą pośród mas, bo jestem – najszczerzej – inna. Nie umiem kochać nie całkiem, żywić kłamstwami, ani latać stopami muskając o ziemię. Ja to ja, zawsze, choć na pewno nie zawsze będę ta sama.

Upodobałam sobie najpowolniejsze trucizny, najbardziej gorzkie napoje, najtwardsze narkotyki, pomysły pomylone, myśli – najbardziej skomplikowane, uczucia – najmocniejsze. Mam apetyt niepowstrzymany i deliria najszaleńsze. Możecie zrzucić mnie choćby w przepaść, a ja wam powiem: Co z tego? Bo tak pięknie jest latać!

tłum. Tadeusz Michrowski

zdj. wikipedia


Dołączam oryginalną wersję portugalską, czytaną przez wspaniałą Thamires Mello​, która pokazała mi ten wiersz w Kapsztadzie, pośród biegających po plaży pingwinów. Posłuchajcie.

https://soundcloud.com/tadeusz-mski/e-dai-eu-adoro-voar

Za pomoc w szlifowaniu tekstu dzięki Agacie Suchy​

0 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com