Bezpieczeństwo oczami mieszkańców

W poprzednim poście było o No-Go zones, a dzisiaj będzie trochę oczami osób stamtąd. Jak Paryż się zmienił.


W różnym wieku, z różnych dzielnic. Nie ogromny przekrój, ale jakiś.


Poznałem starszą panią, która wyraźnie zaznaczała, że jest dużo gorzej niż wcześniej. Nie czuła się bezpiecznie w swojej dzielnicy i twierdziła, że zmiany są wyraźne. Ja czułem się tam bardzo bezpieczny, ale też nie mam profilu osoby, którą chciano by na przykład zgwałcić, czy wybranoby w pierwszej kolejności, żeby pobić, bo nie odda. Zostawiam więc miejsce na zgadywanki.


Warto jednak zaznaczyć, że pani też bardzo mocno nie poważała Francuzów, ich prezydentów i w ogóle czegokolwiek, co francuskie... Bo kiedyś było lepiej.


Inni państwo, jako to się ładnie mówi: w wieku naszych rodziców (mam 29 lat), byli zaniepokojeni ruchami wokół tak zwanych społeczności muzułmańskich. Społeczności te są bowiem całkiem skuteczne w forsowaniu swoich postulatów. Do tych postulatów należą na przykład stołówki halal dla dzieci muzułmańskich (koszernych - podobno - nie dorobili się nawet żydzi*) w szkołach. Państwo generalnie byli zaniepokojeni tym, jak zżytą i skuteczną społecznością są muzułmanie. Żal wynikał więc z tego, że tak upiornie skuteczne w swej laickości państwo akurat tu skuteczne nie jest (np. nie-historyczne kościoły mają na krzyżach na dachu jeszcze koguta - symbol Francji, dla podkreślenia, kto tu rządzi).


Sami przyznawali jednak, że jest w tym pewna wina Francji - i pewnego odcięcia migrantów kilka pokoleń temu od szans na awans społeczny, co zaowocowało między innym tym, że zaczęli się organizować, żeby walczyć o swoje prawa.


Ludzie przed 30stką są dużo bardziej wyluzowani. Pewna dziewczyna wspominała mi, że pomysł Macrona z tym, żeby uciąć finansowanie meczetów z Arabii Saudyjskiej jest okej, ale to był maks "anty-muzułmańskości" (w mojej ocenie tu akurat logicznej), na jaką się zdobyła. Poza tym sama mieszka w tym, co Fox nazwał No-Go zone i będąc młodą, białą kobietą, do tego wyraźnie atrakcyjną, czuła się tam świetnie.


Spotkałem się też z głosami pewnego żalu. Pewien gość na przykład był MOCNO rozżalony tym, że imigranci nie są "wdzięczni" Francji za opiekę, którą ich otoczyła. To był śliski temat, więc nie wchodziliśmy w niego głębiej, stąd nie wiem do końca, czy chodziło mu o bieżących, czy - jak sądzę - tych, którzy przyjechali kilka pokoleń temu.


Na ogół jednak młodsze pokolenie nie wydawało się żyć tym, czym lubi żyć na temat Francji nasze młodsze pokolenie. Nikt się raczej nie obawia islamizacji, nie spędza nikomu snu z powiek obca inwazja, a ludzie bardziej zaangażowani są zorganizowaniem sobie dobrej biby na piąteczek niż walką o białą Europę, bo i chyba nikt za bardzo nie czuje, żeby była zagrożona.

8 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com