Bankierzy w townships

Nie ukrywam, fajnie sobie pomyśleć, że oto podbijam Dziki Zachód, a wokół same niebezpieczeństwa. Ale jednak czasem trzeba też powiedzieć trochę prawdy.


Khayelitsha ma swoje fatalne miejsca, ale mieszka tu wiele osób, w tym wykształconych. Obok mnie pokój wynajmuje menadżer oddziału banku (postanowił przyoszczędzić i przy okazji mieć bliżej do pracy), poznałem już faceta, który jest zastępca menadżera oddziału banku (innego), a - jak być może wspominałem - na pace tej samej ciężarówki, co ja, wraca menadżer finansowy mojej organizacji.


Niektórzy tu się wychowali, inni są przyjezdni. Niektórym odpowiada atmosfera miejsca (jeśli jesteś Xhosa to 90% populacji jest Twoimi ziomkami), wiele osób przyjeżdża do rodzin, które przed laty uciekły ze wsi w poszukiwaniu lepszego życia... I ugrzęzły tam, gdzie od XIX wieku spychano czarnoskórych. Historii jest multum. Kusi też dużo niższy czynsz niż w mieście (trzy, czterokrotnie).


Przestępczość nie jest fajna, ale wszelkie życie ma to do siebie, że się adaptuje. Zatem i do tego, że czasem kogoś napadną albo postrzelają w okolicy idzie się przyzwyczaić. Bitwa pod Stalingradem to nie jest, a poza tym czarnoskórzy nie rzucają się tu w oczy, więc nie muszą być aż tak czujni.


Nie znaczy to, że ludzie nie przenieśliby się do lepszej dzielnicy, gdyby mogli. Ale skoro tu pracują i zarabiają, zwykle i tu ma sens znalezienie lokum.


Myślą, którą chcę jednak zawrzeć jest ta, że townships (i świat) jest dużo bardziej złożonym miejscem, niż nam się z początku wydaje. Założę się, że i w favelach Rio de Janeiro znajdzie się kilku bankierów.

0 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com