"Apartheid był lepszy"

Hostel: rozmowa z byłym żołnierzem RPA z czasów apartheidu. Czyli historia widziana niepopularnie.


Fascynująca perspektywa. Nie jest to do końca ironia.


Gdy ktoś opowiada o tym, jak widział ciała, na których dokonano tzw. necklacing (na szyję ofiary zakłada się oponę, polewa benzyną i podpala), gdy opowiada, jak przenosił je, schodziła z nich skóra, a on przestał wierzyć w Boga, to może to górnolotne, ale należy mu wierzyć.


Gdy ktoś opowiada o tym, jak wysłano go do township, gdzie widział tłumy Xhosa i Zulu, które biegły na siebie, gotowe mordować, a jego zadaniem był ich powstrzymać, po to, by potem dowiedzieć się, że były to zbrodnie białego rządu – chyba można mu wierzyć.

Gdy opowiada o tym, jak biały rząd został obalony po to, by zachodnie firmy mogły przejąć zasoby kraju... Cóż, otwarty umysł spróbuje przynajmniej przeanalizować logikę takiego rozumowania.


Później opowiada o tym, że dlaczego biali nie decydują o losach kraju, skoro za wszystko płacą. Warto zadać sobie pytanie, czy nie płacą aby za wszystko m.in. dlatego, że przez ostatnie 300 lat gromadzili bogactwo kosztem pozostałych grup i ich niewolniczą pracą.



zdj. Wikipedia


A potem słyszysz, że w apartheidzie chodziło nie o przywileje białych, ale o podział i właśnie np. o to, żeby Zulusi nie wymordowali Xhosa. I dlatego nie pozwalano im chodzić w te same miejsca (np. na plaże). I to już jest oczywista brednia.


Pozwalam sobie w ten sposób formułować tego posta, bo mimo wszystko słuchałem – każdy ma prawo się wypowiedzieć. Smutny to jednak wniosek, gdy wygląda na to, że gdzieś na dnie czai się nie deklarowany rozsądek, a chyba żal i tęsknota za czasem, gdy wystarczyło być białym, by życie było łatwe

0 wyświetlenia

© 2018 by Tadeusz Michrowski. Proudly created with Wix.com